Od początku grudnia Centrum Kulturalno-Turystyczne „Stara Gmina” prezentuje retrospektywną wystawę twórczości Kordiana Michalskiego, artysty – plastyka, mieszkańca gminy Boćki.

Ekspozycja łączy szereg grafik i obrazów, z różnych okresów artystycznej ekspresji autora, które są owocem jego 25-letniej pracy. Kordian Michalski ukończył ciechanowską Reklamę, a także studiował na Instytucie Wychowania Artystycznego UMCS w Lublinie. Pracował jako plastyk w lubelskim Teatrze Muzycznym. Nim trafił do boćkowskiego GOK-u, gdzie pełnił funkcję dyrektora, współpracował z licznymi domami kultury. Obecnie jako grafik projektuje i wykonuje „na zamówienie”, w wolnych chwilach oddając się twórczości, którą właśnie mogą podziwiać mieszkańcy Bociek. Oficjalne otwarcie wystawy, 13 grudnia 2011 r., stało się dobrą okazją do rozmowy z autorem prac.
- „Przeorane albo po zagonach” - skąd taka nazwa?
- Odpowiem fragmentem tekstu z ulotki informacyjnej o wystawie: „(…)Nie mogło być innego tytułu i innych skojarzeń, gdy za oknem bezkresne hektary pokryte z braku śniegu bruzdami jesiennych podorywek. Nie ma zresztą niczego odkrywczego w porównaniu chłopskiej doli z życiem artysty: jeden i drugi ma do obrobienia jakieś poletko, obaj mają dni suche i dżdżyste, dla obu ważny jest tak samo efekt końcowy pracy, jak i sam proces tworzenia. Jest tylko jedna istotna różnica: artysta to często leń, który nie ma obowiązku dokończenia roboty. Rolnik nawet zimą nie może sobie na taki luksus pozwolić.”
- Dlaczego akurat grafika? Co jest w niej pociągającego?
- Nie wiem, czy to świadomy wybór. Coś po prostu lubi się robić bardziej, a coś innego mniej. Do tego jeszcze dochodzi potrzeba chwili i nastrój: czasem wolę malować, a czasem obejrzeć dobry film lub posłuchać muzyki. W czarno-białych obrazkach lepiej się czuję, ale są też wyzwaniem, bo ma się mniej środków do dyspozycji, by za ich pomocą oddać emocje, myśli, wizje.
- Obchodzi pan ćwierćwiecze tworzenia. Jak przez ten czas zmieniała się pana twórczość?
- Nie obchodzę jubileuszy. To tylko pretekst, żeby przewietrzyć niektóre głęboko schowane prace. Najogólniej rzecz ujmując to życie ma wpływ na moje prace (wolę takie określenie niż twórczość czy dzieło). Na pewno też sam warsztat, rzemiosło siłą rzeczy zmienia się z biegiem czasu i nie wiem czy na pewno się rozwija. Czasem brakuje mi spontanicznego spojrzenia sprzed lat, bardziej emocjonalnego podejścia do niektórych spraw i może jeszcze bezkompromisowości, buntu i braku dystansu.
- Czy można dopatrywać się w pana pracach wątków autobiograficznych?
- Właściwie to sama autobiografia. Na wystawie można obejrzeć wymieszane prace z kilku moich tematycznych – programowych wystaw: Infonervice, Czas Industrialny, Ob'Razy, Skrzydła po Przeszczepie i Kordian na Dziko. Wszystkie są autobiograficzne, bo nawet, gdy opisuję otaczające mnie zjawiska, to za każdym razem są w tym moje flaki, zawsze coś mną targa i te często krwawe przeżycia tam ze mnie wypływają. Widać wtedy jak na dłoni: „co autor miał na myśli”.
- Pana prace ubrane w intrygujący tytuł „Skrzydła po przeszczepie” od lutego krążą po Polsce. Jakie niosą przesłanie? Jak są odbierane?
- Jest to zwykła autoterapia, próba uporania się z dość silnymi przeżyciami ostatnich lat, także próba zamknięcia raz na zawsze drzwi pokoju z widniejącą na nich tabliczką „szpiczak mnogi”. Jest to nic innego jak zapis tego paskudnego czasu.
- Czy trudno jest prezentować swoją twórczość przed rodzimą publicznością?
- Chyba nawet łatwiej niż gdzie indziej. Powiesiłem obrazki, spotkałem się z paroma osobami, które mnie znają. Prace sobie wiszą, nikt mnie nie zaczepia, nie chwali, nie dokucza – jest pełny relaks, jest spokojnie. Czasem tylko, ale rzadko, muszę się męczyć z odpowiedziami na mądre pytania.
Otwarcie wystawy wraz z artystą świętowała rodzina, a także znajomi i wierni fani. Ekspozycję można oglądać w godzinach pracy CKT „Stara Gmina”, a także na stronie internetowej autora: http://kordianmichalski.com
Ewelina Modzelewska, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. EM









