W grudniu ukazał się jubileuszowy – 25 numer gminnej gazety „Boćkowiak”.
Z redaktor naczelną – Teresą Modzelewską rozmawiamy o blaskach i cieniach tworzenia gminnej gazety.
Z redaktor naczelną – Teresą Modzelewską rozmawiamy o blaskach i cieniach tworzenia gminnej gazety.

- Jak długo ukazuje się „Boćkowiak” i kto nad nim „czuwa”?
- W latach 2002-2004 „Boćkowiak” był redagowany przez gminnego informatyka Kordiana Michalskiego. Potem była przerwa. Moja praca przy redagowaniu tej gazety rozpoczęła się w momencie, kiedy zatrudniono mnie w Gminnej Bibliotece Publicznej, a prowadzenie gazety dostałam w zakresie obowiązków. Pierwszy numer ukazał się na Boże Narodzenie 2008 roku. Do tej pory udało się stworzyć 25 numerów, razem z gminnym informatykiem – Mariuszem Kurowickim i gronem współpracowników, których jest coraz więcej.
- Czy „Boćkowiak” jest Pani pierwszą przygodą z dziennikarstwem?
- Nie, mam kilkunastoletnie doświadczenie w pisaniu do lokalnych gazet (Gazeta Współczesna, Gazeta Wyborcza, Niedziela), wcześniej do polonijnych m.in. Tygodnik Nowojorski.
- Co przychodzi z łatwością, a co sprawia trudność w tworzeniu gazety?
- Najłatwiej jest, kiedy sama robię materiał do gazety – piszę tekst i robię zdjęcia. Fotografia zresztą jest moją pasją. Na początku trudno było znaleźć grono współpracowników, bo po pierwsze gazeta jest bezpłatna, więc nie płacimy za pisanie, a po drugie ja nie jestem przełożoną i właściwie od ich dobrej woli zależy czy chcą się podzielić, często ważnymi dla mieszkańców informacjami. Z biegiem czasu udało mi się przekonać do tej misji wielu ludzi m.in. nauczycieli, część urzędników, ale też …sołtysów, weterynarza i kosmetyczkę.
- Skoro gazeta jest bezpłatna, to jak jest finansowana?
- „Boćkowiak” jest finansowany z Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. W każdym numerze jest w związku z tym artykuł dotyczący problematyki uzależnień.
- Jaki jest odbiór, w końcu jest to „tylko”, a może „aż” gazeta lokalna?
- Opinie są różne. Większość pozytywnych. Gazetę dystrybuujemy poprzez miejscowe sklepy i znika w ciągu jednego, dwóch dni. Wcześniej było 1000 egz., a od pół roku jest 500. Wiem, że niektórzy wysyłają swoim bliskim w Polskę, ale też za granicę. Staramy się zamieszczać sporo zdjęć i ludzie cieszą się, że mogą siebie zobaczyć w gazecie. Są relacje z wydarzeń gminnych, szkolnych, informacje z urzędu i porady weterynarza. Jesteśmy otwarci na nowe pomysły, czasem realizujemy jakiś materiał odpowiadając na potrzeby mieszkańców, bo to gazeta o nich, dla nich i przez część z nich tworzona.
- Pracuje Pani również w Gminnej Bibliotece Publicznej, czy łatwo połączyć te dwie funkcje?
- Raczej tak. Kiedy robimy już skład gazety, najczęściej na czas, to wtedy zabieram pracę do domu. Wysyłam tzw. egzemplarz obowiązkowy do mojej regionalnej centrali – Książnicy Podlaskiej i stamtąd wiem, że „Boćkowiak” jest jedyną gazetą lokalną, redagowaną w bibliotece.
- W Boćkach mieszka Pani od 8 lat. Jak się Pani współpracuje z mieszkańcami? Nie sprawia Pani problemu wejście w świat tej małej społeczności?
- Wróciłam do domu swojego dzieciństwa, do miejsca, które zawsze miałam w sercu. Tu są moje korzenie i dzięki temu czuję się mocniejsza. Cieszę się, że mogę swoją pracą sprawiać ludziom radość. Naprawdę! Nie mam problemów z kontaktami z ludźmi, a wręcz przeciwnie mogę powiedzieć, że mam szczęście do ludzi.
- Jak „Boćkowiak” zapatruje się na przyszłość?
- Muszę powiedzieć, że po tych 25 numerach mam ochotę na zmiany, mam pewne pomysły, ale jeszcze nie będę o nich mówić. Myślę o ożywieniu gazety np.: poprzez zrobienie dodatku redagowanego całkowicie przez młodzież.
- Dziękując za rozmowę życzymy co najmniej kolejnych 25 numerów „Boćkowiaka”.
Nie da się ukryć, że każdy nowy numer rozchodzi się jak świeże bułeczki. Jednak każdy zainteresowany może sięgnąć do archiwalnych wydań, dostępnych w Gminnej Bibliotece i Gminnym Ośrodku Kultury w Boćkach.
Ewelina Modzelewska, Kurier Podlaski - Głos Siemiatycz, fot. EM









