Rozmowa z ks. prałatem Ryszardem Sztylką, od 2000 roku Rektorem Polskiej Misji Katolickiej w Krajach Beneluksu.

- Na początek proszę przybliżyć naszym Czytelnikom działalność Polskiej Misji Katolickiej?
- Nasza Misja na Kraje Beneluksu ma 87 lat. Powstała w 1923 r. i skupia wszystkich duszpasterzy polonijnych w Beleluksie. W Belgii mamy 17 duszpasterzy, w Holandii – 5, w Luxemburgu 2. Liczba wiernych: w Luxemburgu jest ich 1.550, w Holandii - 14.800, w Belgii - 87.600. W Brukseli mieszka 18.600 z czego 7.800 do 8.000 to ci, którzy są tutaj tymczasowo, przyjeżdżają na 3–4 miesiące i wracają do kraju. Pozostałe 9.000 jest to stały element, który w Brukseli jest zasilony czy to przez starą emigrację po II wojnie światowej czy poprzez późniejszą oraz Solidarność, czy w końcu nową emigrację za chlebem, która się już tutaj „wżeniła” albo założyła swoje firmy i w ten sposób egzystuje. Wszyscy oni, zarówno ci stali, jak i tymczasowi mają kontakt z naszą parafią. Na terenie Brukseli mamy dwie parafie, św. Elżbiety i Matki Bożej Częstochowskiej.
- Proszę opowiedzieć o sobie i swojej posłudze w Belgii?
- Pochodzę z Poznania. Poza Polską jestem już 32 lata. Do Belgii przyjechałem w 1978 r. na wakacje, na zaproszenie śp. księdza Henryka Rybki. Ksiądz nie chciał mnie już stąd puścić, więc zostałem. Karierę zaczynałem w Brukseli, gdzie przez rok byłem duszpasterzem polonijnym. Potem poprosiłem o zmianę miejsca, bo chciałem poznać mentalność narodu belgijskiego. Przeszedłem do części walońskiej, do Charleroi. Potem znowu poprosiłem o zmianę, to ksiądz się zdenerwował i wyrzucił mnie z rektoratu. Powiedziałem, że bardzo chcę poznać inne narody, więc wysłano mnie na 4 lata do Holandii. Potem ściągnięto spowrotem do Belgii, tym razem do części flamandzkiej, do Limburgii.
- Jak nasi rodacy spędzają święta Bożego Narodzenia w Belgii?
- Większość rodaków mieszkających w Brukseli pochodzi z terenów północno-wschodniej Polski i muszę przyznać jest to lud bardzo wierny, tradycyjny, kultywujący nasze tradycje świąt religijnych, narodowych czy patriotycznych. Jest to lud pobożny i jestem pod wrażeniem ludzi z Podlasia, oni są naprawdę godni Nagrody Nobla.
- Ale czy istnieje odpowiednia kategoria?
- Kategoria dawania świadectwa wiary, naszej tożsamości i obyczajów. Podlasianie są pod tym względem niesamowici, mówię to zupełnie szczerze i z całego serca im za to dziękuję.
- Czy Belgowie również tak hucznie przygotowują się do świąt?
- Boże Narodzenie w Belgii wygląda tak, że wigilię z reguły spędza się albo w tawernie albo w kawiarni przy piwie czy winie. Nie mają wigilii. Jeśli natomiast w rodzinie belgijskiej jest element polski, to jakoś się te święta celebruje. Kiedy Belgowie mają kontakt z polską tradycją świąt, widzą inny zwyczaj, to potem zaczynają za tym tęsknić i dzwonią i pytają o opłatek. Pierwszy dzień świąt u Belgów to obiad w restauracji, bo kto tutaj w domu gotuje?
- Czy belgijskie kościoły rzeczywiście świecą pustkami?
- Niestety, jest to bolesna prawda. Na belgijskich mszach niedzielnych jest 7 czy 8 osób. Potem, kiedy odprawiamy naszą, polską mszę, kościół jest pełen.
- Co jest przyczyną odchodzenia Belgów od Kościoła?
- W Polsce duszpasterze idealnie prowadzą katechezę, a tutaj jest to brzydko prowadzone. Katechezę wykładają ludzie świeccy i muszę przyznać, że 2/3 z nich nie ma odpowiedniego przygotowania i w większości przypadków ich katecheza pozostawia wiele do życzenia, dlatego ja się nie dziwię, że młodzież i dzieci nie mogą się odnaleźć w kościele. Nie pokazuje się im katechizmu polegającego na pytaniu i odpowiedzi. Jednak widzę, że pomału idzie ku lepszemu. Podziwiam naszych rodaków, że po 8 godzinach ciężkiej pracy, gdzie mają rozmaitych szefów, świat zewnętrzny jest dodatkowo zwariowany, a oni mają siłę, by przyjść wieczorem na mszę. Jak takiemu nie powiedzieć wielkie Bóg zapłać? Jestem pełen respektu dla ludzi z Podlasia, to są ludzie wielkiej roboty, cierpliwości, modlitwy, uczciwości. Dzisiaj świat jest pełen nowoczesności, techniki, komputerów, walki o karierę, biegania od do, myślenia jak zyskać, jak polepszyć byt. Świat potrzebuje miłości. My w dzisiejszych czasach nie potrzebujemy chleba, bo mamy go za dużo, a nawet go wyrzucamy. My potrzebujemy kształtowania swojego ducha i sumienia, odszukania autorytetu. Myśmy to wszystko zgubili, przez wielkie afery, które się zdarzały i od których również Kościół nie jest wolny.
Myśmy się trochę pogubili w chrześcijaństwie poprzez nasz smutek i zabiegane życie. Chrześcijanie są trochę za smutni i to ich gubi. Powinniśmy szaleć z radości, że jesteśmy ludźmi wiary. Mówię o katolikach, protestantach, ewangelikach. Przyznam, że jestem pełen podziwu dla prawosławnych, oni są bardzo dynamiczni. Dużo się modlą i z przekonaniem mogę powiedzieć, że są radośni. Oni wszystko spychają na Pana Boga, a jak mają problem to mówią „teraz mi Boże pomóż”, i ja uważam, że słusznie, pomóż, ale wspólnie ze mną, ja też muszę coś z siebie dać. Myślę, że radość wróci.
- Jak wygląda wigilia na misji?
- Od 32 lat wszystkie święta obchodzę na Zachodzie. Na misji urządzamy wigilię dla biednych, chorych, bezdomnych i samotnych Polaków. Mają oni jednak taki obowiązek, żeby zgłosić się do nas przynajmniej 5 dni przed wigilią, by wiedzieć dla ilu osób ją przygotować. Zaczynamy o szóstej wieczorem. Są życzenia, opłatek, śpiewamy kolędy. Zawsze jest karp, polski chleb i ciasta. O 22.00 wszyscy uczestniczą we mszy świętej, później rozchodzą się do domów, jeśli je mają...
- Jak wielu jest bezdomnych Polaków w Belgii?
- W latach ubiegłych było ich więcej, ale od 2-3 lat ta liczba dzięki Bogu się zmniejsza. Są miejsca w Brukseli, np. na Dworcu Południowym, gdzie oni się grupują. Znam takich, którzy mieszkają w ruderze, która ma zawalony dach, okna były zamurowane, ale jak to Polacy-cwaniacy, wyjęli cegły i tam śpią. Największy problem, że nie chcą wracać. Ja mówię, dostaniecie na bilet, ale na moich oczach wsiądziecie do autobusu i pojedziecie. Zdarzało się tak, że bezdomny wziął na bilet i nie pojechał, a kupił za to wódkę czy piwo. Pytam ich czy nie mają w kraju nikogo? Czasem padają przykre słowa, że żona wyrzuciła, rodzina nie chce znać, brat się gniewa itp. Każdego roku jednak wraca kilkoro bezdomnych.
- Jak wygląda polska pasterka w Brukseli?
- Jest bardzo tłoczna, wówczas kościół jest pełen. W zeszłym roku było 4.000 ludzi, nie można było wejść do kościoła, jeden przy drugim, całe rodziny z dziećmi. Belgowie nie mają pasterki, o 18.00 jest msza, jeśli chodzi o kolędy, to też jest ubogo. Znają „Cichą noc”, ale to jest światowa kolęda. W pieśniach religijnych my Polacy jesteśmy najbardziej rozśpiewani i bez dwóch zdań mamy najpiękniejsze kolędy. Mieliśmy niedawno spotkanie w kościele Notre Dame de la Chapelle z prymasem Belgii André – Joseph’em Leonardem i on powiedział bardzo proste i ładne zdanie: „podziwiam Was Polaków, że jesteście w kościele, że wszyscy śpiewacie, wszyscy się modlicie”. Rzeczywiście nasi wierni śpiewają wspólnie, modlą się, płaczą i cieszą wspólnie. Belgowie nie śpiewają, mają chór. Poza tym dużo zależy od duszpasterza, to on musi wiernych rozkołysać, sam musi umieć śpiewać i chcieć zdopingować ludzi.
- Jakie jest księdza ulubione danie wigilijne?
- Uwielbiam sernik, z dań to karp, ale gotowany. Wszyscy się ze mnie śmieją, że rektor nie lubi eleganckich dań, bo moim ulubionym daniem, niewigilijnym, jest kotlet mielony, puree i czerwone buraczki. Wtedy jestem najszczęśliwszy.
- A ulubiona kolęda?
- „Wśród Nocnej Ciszy” i „Bóg się rodzi, noc truchleje”. Już zaczynam sobie podśpiewywać, niektórzy już mnie nawet usłyszeli.
- Był ksiądz na Podlasiu?
- Na Podlasiu byłem raz, jako duszpasterz studencki, kiedy kończyłem seminarium. Byłem w Drohiczynie, ale również w Siemiatyczach. Znam doskonale biskupa Antoniego Dydycza, który był też kilka razy tutaj u nas, na bierzmowaniu i na rekolekcjach.
- Czy ksiądz robi postanowienia noworoczne?
- Tak, każdego roku. W tym, moje postanowienie to dokończenie indeksu duszpasterzy polonijnych w krajach Beneluksu. Ze wszystkimi danymi i zdjęciami.
- Czego życzyłby ksiądz czytelnikom „Głosu Siemiatycz”?
- Całym sercem, na te nadchodzące święta życzę, aby wszyscy byli zadowoleni, zdrowi i żeby każdego dnia Polska pięła się w górę. Żeby była bogata duchowo i materialnie. Życzę też, aby jeden o drugim nie zapominał. Mamy mało, ale musimy podzielić się tą małością. Ja zawsze mówię, że Pan Bóg nie będzie nas pytał o to, ile dobrego zrobiliśmy, a ile w ten uczynek włożyliśmy serca, życzliwości i miłości. Nowego Roku życzę najpiękniejszego, przede wszystkim zdrowego.
Dziękuję bardzo za rozmowę
Iwona Sawicka, tygodnik Głos Siemiatycze, fot. IS
- Nasza Misja na Kraje Beneluksu ma 87 lat. Powstała w 1923 r. i skupia wszystkich duszpasterzy polonijnych w Beleluksie. W Belgii mamy 17 duszpasterzy, w Holandii – 5, w Luxemburgu 2. Liczba wiernych: w Luxemburgu jest ich 1.550, w Holandii - 14.800, w Belgii - 87.600. W Brukseli mieszka 18.600 z czego 7.800 do 8.000 to ci, którzy są tutaj tymczasowo, przyjeżdżają na 3–4 miesiące i wracają do kraju. Pozostałe 9.000 jest to stały element, który w Brukseli jest zasilony czy to przez starą emigrację po II wojnie światowej czy poprzez późniejszą oraz Solidarność, czy w końcu nową emigrację za chlebem, która się już tutaj „wżeniła” albo założyła swoje firmy i w ten sposób egzystuje. Wszyscy oni, zarówno ci stali, jak i tymczasowi mają kontakt z naszą parafią. Na terenie Brukseli mamy dwie parafie, św. Elżbiety i Matki Bożej Częstochowskiej.
- Proszę opowiedzieć o sobie i swojej posłudze w Belgii?
- Pochodzę z Poznania. Poza Polską jestem już 32 lata. Do Belgii przyjechałem w 1978 r. na wakacje, na zaproszenie śp. księdza Henryka Rybki. Ksiądz nie chciał mnie już stąd puścić, więc zostałem. Karierę zaczynałem w Brukseli, gdzie przez rok byłem duszpasterzem polonijnym. Potem poprosiłem o zmianę miejsca, bo chciałem poznać mentalność narodu belgijskiego. Przeszedłem do części walońskiej, do Charleroi. Potem znowu poprosiłem o zmianę, to ksiądz się zdenerwował i wyrzucił mnie z rektoratu. Powiedziałem, że bardzo chcę poznać inne narody, więc wysłano mnie na 4 lata do Holandii. Potem ściągnięto spowrotem do Belgii, tym razem do części flamandzkiej, do Limburgii.
- Jak nasi rodacy spędzają święta Bożego Narodzenia w Belgii?
- Większość rodaków mieszkających w Brukseli pochodzi z terenów północno-wschodniej Polski i muszę przyznać jest to lud bardzo wierny, tradycyjny, kultywujący nasze tradycje świąt religijnych, narodowych czy patriotycznych. Jest to lud pobożny i jestem pod wrażeniem ludzi z Podlasia, oni są naprawdę godni Nagrody Nobla.
- Ale czy istnieje odpowiednia kategoria?
- Kategoria dawania świadectwa wiary, naszej tożsamości i obyczajów. Podlasianie są pod tym względem niesamowici, mówię to zupełnie szczerze i z całego serca im za to dziękuję.
- Czy Belgowie również tak hucznie przygotowują się do świąt?
- Boże Narodzenie w Belgii wygląda tak, że wigilię z reguły spędza się albo w tawernie albo w kawiarni przy piwie czy winie. Nie mają wigilii. Jeśli natomiast w rodzinie belgijskiej jest element polski, to jakoś się te święta celebruje. Kiedy Belgowie mają kontakt z polską tradycją świąt, widzą inny zwyczaj, to potem zaczynają za tym tęsknić i dzwonią i pytają o opłatek. Pierwszy dzień świąt u Belgów to obiad w restauracji, bo kto tutaj w domu gotuje?
- Czy belgijskie kościoły rzeczywiście świecą pustkami?
- Niestety, jest to bolesna prawda. Na belgijskich mszach niedzielnych jest 7 czy 8 osób. Potem, kiedy odprawiamy naszą, polską mszę, kościół jest pełen.
- Co jest przyczyną odchodzenia Belgów od Kościoła?
- W Polsce duszpasterze idealnie prowadzą katechezę, a tutaj jest to brzydko prowadzone. Katechezę wykładają ludzie świeccy i muszę przyznać, że 2/3 z nich nie ma odpowiedniego przygotowania i w większości przypadków ich katecheza pozostawia wiele do życzenia, dlatego ja się nie dziwię, że młodzież i dzieci nie mogą się odnaleźć w kościele. Nie pokazuje się im katechizmu polegającego na pytaniu i odpowiedzi. Jednak widzę, że pomału idzie ku lepszemu. Podziwiam naszych rodaków, że po 8 godzinach ciężkiej pracy, gdzie mają rozmaitych szefów, świat zewnętrzny jest dodatkowo zwariowany, a oni mają siłę, by przyjść wieczorem na mszę. Jak takiemu nie powiedzieć wielkie Bóg zapłać? Jestem pełen respektu dla ludzi z Podlasia, to są ludzie wielkiej roboty, cierpliwości, modlitwy, uczciwości. Dzisiaj świat jest pełen nowoczesności, techniki, komputerów, walki o karierę, biegania od do, myślenia jak zyskać, jak polepszyć byt. Świat potrzebuje miłości. My w dzisiejszych czasach nie potrzebujemy chleba, bo mamy go za dużo, a nawet go wyrzucamy. My potrzebujemy kształtowania swojego ducha i sumienia, odszukania autorytetu. Myśmy to wszystko zgubili, przez wielkie afery, które się zdarzały i od których również Kościół nie jest wolny.
Myśmy się trochę pogubili w chrześcijaństwie poprzez nasz smutek i zabiegane życie. Chrześcijanie są trochę za smutni i to ich gubi. Powinniśmy szaleć z radości, że jesteśmy ludźmi wiary. Mówię o katolikach, protestantach, ewangelikach. Przyznam, że jestem pełen podziwu dla prawosławnych, oni są bardzo dynamiczni. Dużo się modlą i z przekonaniem mogę powiedzieć, że są radośni. Oni wszystko spychają na Pana Boga, a jak mają problem to mówią „teraz mi Boże pomóż”, i ja uważam, że słusznie, pomóż, ale wspólnie ze mną, ja też muszę coś z siebie dać. Myślę, że radość wróci.
- Jak wygląda wigilia na misji?
- Od 32 lat wszystkie święta obchodzę na Zachodzie. Na misji urządzamy wigilię dla biednych, chorych, bezdomnych i samotnych Polaków. Mają oni jednak taki obowiązek, żeby zgłosić się do nas przynajmniej 5 dni przed wigilią, by wiedzieć dla ilu osób ją przygotować. Zaczynamy o szóstej wieczorem. Są życzenia, opłatek, śpiewamy kolędy. Zawsze jest karp, polski chleb i ciasta. O 22.00 wszyscy uczestniczą we mszy świętej, później rozchodzą się do domów, jeśli je mają...
- Jak wielu jest bezdomnych Polaków w Belgii?
- W latach ubiegłych było ich więcej, ale od 2-3 lat ta liczba dzięki Bogu się zmniejsza. Są miejsca w Brukseli, np. na Dworcu Południowym, gdzie oni się grupują. Znam takich, którzy mieszkają w ruderze, która ma zawalony dach, okna były zamurowane, ale jak to Polacy-cwaniacy, wyjęli cegły i tam śpią. Największy problem, że nie chcą wracać. Ja mówię, dostaniecie na bilet, ale na moich oczach wsiądziecie do autobusu i pojedziecie. Zdarzało się tak, że bezdomny wziął na bilet i nie pojechał, a kupił za to wódkę czy piwo. Pytam ich czy nie mają w kraju nikogo? Czasem padają przykre słowa, że żona wyrzuciła, rodzina nie chce znać, brat się gniewa itp. Każdego roku jednak wraca kilkoro bezdomnych.
- Jak wygląda polska pasterka w Brukseli?
- Jest bardzo tłoczna, wówczas kościół jest pełen. W zeszłym roku było 4.000 ludzi, nie można było wejść do kościoła, jeden przy drugim, całe rodziny z dziećmi. Belgowie nie mają pasterki, o 18.00 jest msza, jeśli chodzi o kolędy, to też jest ubogo. Znają „Cichą noc”, ale to jest światowa kolęda. W pieśniach religijnych my Polacy jesteśmy najbardziej rozśpiewani i bez dwóch zdań mamy najpiękniejsze kolędy. Mieliśmy niedawno spotkanie w kościele Notre Dame de la Chapelle z prymasem Belgii André – Joseph’em Leonardem i on powiedział bardzo proste i ładne zdanie: „podziwiam Was Polaków, że jesteście w kościele, że wszyscy śpiewacie, wszyscy się modlicie”. Rzeczywiście nasi wierni śpiewają wspólnie, modlą się, płaczą i cieszą wspólnie. Belgowie nie śpiewają, mają chór. Poza tym dużo zależy od duszpasterza, to on musi wiernych rozkołysać, sam musi umieć śpiewać i chcieć zdopingować ludzi.
- Jakie jest księdza ulubione danie wigilijne?
- Uwielbiam sernik, z dań to karp, ale gotowany. Wszyscy się ze mnie śmieją, że rektor nie lubi eleganckich dań, bo moim ulubionym daniem, niewigilijnym, jest kotlet mielony, puree i czerwone buraczki. Wtedy jestem najszczęśliwszy.
- A ulubiona kolęda?
- „Wśród Nocnej Ciszy” i „Bóg się rodzi, noc truchleje”. Już zaczynam sobie podśpiewywać, niektórzy już mnie nawet usłyszeli.
- Był ksiądz na Podlasiu?
- Na Podlasiu byłem raz, jako duszpasterz studencki, kiedy kończyłem seminarium. Byłem w Drohiczynie, ale również w Siemiatyczach. Znam doskonale biskupa Antoniego Dydycza, który był też kilka razy tutaj u nas, na bierzmowaniu i na rekolekcjach.
- Czy ksiądz robi postanowienia noworoczne?
- Tak, każdego roku. W tym, moje postanowienie to dokończenie indeksu duszpasterzy polonijnych w krajach Beneluksu. Ze wszystkimi danymi i zdjęciami.
- Czego życzyłby ksiądz czytelnikom „Głosu Siemiatycz”?
- Całym sercem, na te nadchodzące święta życzę, aby wszyscy byli zadowoleni, zdrowi i żeby każdego dnia Polska pięła się w górę. Żeby była bogata duchowo i materialnie. Życzę też, aby jeden o drugim nie zapominał. Mamy mało, ale musimy podzielić się tą małością. Ja zawsze mówię, że Pan Bóg nie będzie nas pytał o to, ile dobrego zrobiliśmy, a ile w ten uczynek włożyliśmy serca, życzliwości i miłości. Nowego Roku życzę najpiękniejszego, przede wszystkim zdrowego.
Dziękuję bardzo za rozmowę
Iwona Sawicka, tygodnik Głos Siemiatycze, fot. IS









