Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Wsi Pobikry działa już dwa lata. Założyciele chcieli zrobić coś dla mieszkańców. O działalności stowarzyszenia rozmawiamy z prezesem Jadwigą Stańczuk.

- Prace nad remontem świetlicy rozpoczęły się późną jesienią. Były problemy z oddaniem jej. Kiedy świetlica była zajęta, to spotykaliśmy się w remizie. Na wiosnę dostaliśmy klucze. Oficjalnego otwarcia nie było jeszcze, ale może przy tej okazji uda się zorganizować imprezę dla mieszkańców.
- Jakie są plany z zagospodarowaniem placu przy budynku?
- O plac też chcemy zadbać. Myśleliśmy, że uda się na jesieni, ale było bardzo sucho. Latem znowu lało. Za to na wiosnę wykorzystamy pieniądze z funduszu sołeckiego i kupimy kosiarkę, postawimy ławki, zadbamy o trawnik.
- Jakie inicjatywy obecnie podejmuje stowarzyszenie?
- Teraz na 3 miesiące mamy instruktorkę aerobiku. Zajęcia skończą się przed świętami. Później mamy ćwiczyć same. Byłyśmy też na basenie w Zambrowie, panie korzystały z jacuzzi. W drodze powrotnej odwiedziłyśmy muzeum w Ciechanowcu. Zakupiłyśmy karimaty, piłki, a co najważniejsze - kupiliśmy kijki do nordic walking. Nasze kobiety chodzą - wieczorami po 5-6 kilometrów. Nie spodziewałam się tego i jestem mile zaskoczona. Wpierw było 5 par, a teraz mamy już 14 par. Ćwiczenia te są finansowane przez stowarzyszenie TUTOR z Kozarzy, którego prezesem jest burmistrz Ciechanowca. Wcześniej zorganizowaliśmy kurs kulinarny, ponieważ w świetlicy mamy kuchnię.
- Czy stowarzyszenie podejmuje działania na rzecz młodzieży?
- Oczywiście. Przez 3 miesiące wakacyjne były u nas warsztaty taneczne dla młodzieży. Odbywały się one w weekendy. Młodzi nauczyli się 6 tańców. Niestety ciężko jest ich zintegrować, ponieważ część uczy się gdzieś dalej. Przyjeżdżają na weekendy i ciężko przychodzi im wspólne działanie.
- A mężczyźni?
- Nie mam pomysłu na mężczyzn. Nie możemy ich przyciągnąć. Próbowaliśmy - może szachy, może brydż sportowy. Niestety nie chcą przychodzić. Cały czas staramy się ich zachęcać.
- Czy budynek zarabia na siebie?
- W czasie wakacji miały miejsce u nas półkolonie zorganizowane przez siemiatycki inkubator. 45 uczniów nocowało u nas i w szkole w Radziszewie. Dzieci wyjeżdżały na basen, do muzeum.
- Czy myślicie Państwo o otworzeniu działalności, która przynosiłaby pieniądze?
- Cały czas szukamy pomysłu. Próbowaliśmy założyć już spółdzielnię socjalną, z pieniędzy od Europejskiej Fundacji Rozwoju Regionalnego, ale nie spełnialiśmy wymogów formalnych - potrzebne było 5 osób trwale bezrobotnych, czyli rok i jeden dzień. Szukaliśmy młodych, bo o nich głównie myślimy. Niestety nie znaleźliśmy tylu osób. Teraz nie ma tego wymogu, 5 osób bezrobotnych znaleźliśmy. Jednak potrzebny jest nam dobry pomysł. Myśleliśmy o gastronomii. Można byłoby zjeść w świetlicy. Jest u nas duża sala. Odbywają się tam stypy żałobne, a catering przyjeżdża z Ciechanowca. W pierwszym roku dzięki dotacjom byśmy się utrzymywali, a później nie wiem. Na razie to luźny pomysł. Może grzybami byśmy się zajęli.
- To chyba wiąże się z dodatkowymi pracami wewnątrz budynku?
- Na obecną chwilę potrzebujemy kabiny prysznicowej. Przydałaby się paniom uczestniczącym w ćwiczeniach, ale przede wszystkim pozwoliłoby to na rozpoczęcie działalności agroturystycznej.
- W ubiegłym roku kolędowaliście na rzecz organów w kościele. Czy akcja powtórzy się w tym roku?
- Podczas kolędowania zebraliśmy 5.000 zł. Całość inwestycji wynosiła 35.000 zł, więc pomoc była znaczna. W tym roku chcielibyśmy zrobić coś bardziej profesjonalnego. Mamy chór, więc może jasełka. Potem kolejne próby i jakiś zespół folklorystyczny.
Sylwia Tofiluk, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. ST
/na zdjęciu Jadwiga Stańczuk/









