Na styczniowej sesji radnych Ciechanowca wróciła sprawa kary finansowej nałożonej na PRK FARE, w postaci podwyższonych opłat za składowanie śmieci.

Przypomnijmy, że chodzi o kwotę 680.000 zł za spóźnienie się ze złożeniem wniosku o uzyskanie zgody na magazynowanie śmieci obok wysypiska na Dominikowie. Radny Jan Paweł Grabowski zwrócił się do burmistrza z pytaniem kto zawinił temu, że wniosek nie został złożony w terminie i jaka była w tym rola gminy.
- Sprawa jest złożona. Wniosek formalnie był złożony, tylko nie został przez starostwo rozpatrzony. W treści złożonego wniosku zawarta była alternatywa - w przypadku gdyby główna treść tego wniosku (dotycząca składowania) nie została rozpatrzona, prosimy o zgodę na magazynowanie. Ten wniosek został wtedy przez starostwo zignorowany. W międzyczasie pomagaliśmy zarówno zakładowi FARE, jak i prywatnemu przedsiębiorcy, który chciał, a przynajmniej wtedy to deklarował, że będzie chciał coś robić na naszym wysypisku. W tym czasie zgłaszało się także MPO, że zajmie się naszymi śmieciami. Z dwojga tych firm wspólnie stwierdziliśmy, że ten prywatny przedsiębiorca z okolic Warszawy będzie solidniejszy, bo jego zaawansowanie jeśli chodzi o selekcję jest wyższe. Poza tym niezależnie od wniosku FARE ten człowiek na wybraną działkę na naszym wysypisku złożył wniosek i taką koncesję otrzymał. Ostatecznie PRK FARE wniosek złożyło i zgodę na magazynowanie otrzymało po ponad pół roku od momentu wejścia ustawy. Kto wewnątrz FARE zawinił? Nie jestem w stanie na to pytanie odpowiedzieć. Za całość, zgodnie ze statutem, tak jak w każdym zakładzie, odpowiada dyrektor – wyjaśniał burmistrz Mirosław Reczko.
Przepływ informacji szwankuje
- Z tym panem, o którym pan burmistrz mówił, z panem Schumacherem, została zawarta umowa. Uzyskał wszystkie niezbędne pozwolenia, zaczął się organizować, zwozić swoje urządzenia, ale niestety gmina nie stanęła na wysokości zadania, ponieważ w umowie się zobowiązała, że dostarczy temu człowiekowi prąd i on wtedy będzie segregował śmieci. Do dziś tego nie dostał. Nie chciałbym być złym prorokiem, ale oby nie okazało się, że ten pan zechce domagać się jakiegoś odszkodowania za swoje straty – kontynuował wypowiedź radny Grabowski.
W dalszej wypowiedzi Grabowski zarzucił brak dostatecznego przepływu informacji między gminą a PRK FARE. Twierdził, że do firmy nie dotarło 6 różnych decyzji, które mogły mieć wpływ na inny obrót spraw.
Nie tylko nas ukarano
W odpowiedzi burmistrz Ciechanowca wyjaśnił, że jeśli którakolwiek z decyzji nie dotarła do przedsiębiorstwa, to żadna z nich nie miała jakiejkolwiek mocy wobec zmian ustawy. Wszystkie wcześniejsze decyzje, które faktycznie zezwalały na gromadzenie śmieci, w związku z wejściem ustawy stały się nieważne.
- Szukaliśmy wyjścia, stąd podejmowane były różne ruchy. Wyjście wtedy, oprócz tego prywatnego inwestora, było jeszcze jedno. Kiedy się okazało, że on tego nie odbiera, można było przekazać te śmieci MPO, które formalnie zarówno do nas, jak i do państwa występowało z pismami, deklarując przejęcie naszych śmieci i gdybyśmy wtedy to zrobili, o żadnych karach nie byłoby mowy. Nie jesteśmy jedyną gminą, która została w ten sposób ukarana, większość do dziś tego nie ujawniła. Jedynie gmina Augustów ujawniła skalę nałożonych opłat – ok. 5 mln zł. A ile jest wszystkich, tego jeszcze nie wiadomo, bo nie jest to rzecz, z której ktokolwiek byłby dumny – tłumaczył Reczko.
Sprawa wciąż budzi wiele emocji. Nie bez powodu też Komisja Rewizyjna Rady Miejskiej w Ciechanowcu na czerwiec tego roku zaplanowała kontrolę w Przedsiębiorstwie Robót Komunalnych FARE. Czy jednak nie wzbudzi kolejnych nieporozumień fakt, że przewodniczący komisji rewizyjnej jest jednocześnie pracownikiem PRK FARE?
Ewa Magdalena Iwaniak, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. emi
/na zdjęciu radny Grabowski zabiera głos w sprawie PRK FARE/









