Mija ponad 10 lat, jak klub piłkarski Żubr Drohiczyn przestał brać udział w rozgrywkach ligowych. Drużyna została wycofana z rozgrywek, bo po 50 latach istnienia nikłe stało się zainteresowanie piłką w tym mieście.

Sytuację próbuje ratować grupa chłopaków, która ostatnio co roku po szyldem Żubra bierze udział w rozgrywkach halowych. W obecnym sezonie jesienno – zimowym jest to II liga północno – wschodnia. Od czasu do czasu ktoś z nich zaczyna przebąkiwać o reaktywacji drużyny po uporządkowaniu stanu prawnego i zgłoszeniu do Podlaskiego Związku Piłki Nożnej. Przecież przy zespole szkół trwa budowa dużego boiska, jest potencjał w postaci młodych sportowców, a drużyna ma wspaniałą historię.
Oto ta historia w oczach ludzi, którzy przez lata ją tworzyli – Tadeusza Wołosińskiego i Ryszarda Wietoszki.
Klub piłkarski
- W latach 60. był to międzyzakładowy klub sportowy, jakiś czas potem przekształcony w stowarzyszenie – mówi Ryszard Wietoszko, piłkarz, długoletni trener i działacz Żubra.
- Klub został założony dużo wcześniej, w sezonie 1946/47. Zaraz po wojnie za organizację wzięło się kilku zapaleńców. Wśród nich był Eugeniusz Rybiński. Pochodził chyba spod Lwowa. Do Drohiczyna ściągnęli też po wojennej tułaczce starsi mieszkańcy, nawet z Syberii, którzy wcześniej mieli do czynienia ze sportem. Najpierw klub nazywał się po prostu Klub Piłkarski. Jego trzon po wojnie stanowili: Mieczysław Zawadzki, bracia Antoni Zygmunt i Józef Radziszewscy, Antoni Michalski, Eugeniusz Pawełczuk, Józef Ambrorzewski – wyjaśnia Tadeusz Wołosiński, który najdłużej w drohiczyńskim klubie pełnił funkcję prezesa. Eugeniusz Rybiński nie był jedynym, który dał podwaliny drohiczyńskiej piłce. Drugą osobą był nauczyciel wf w liceum. Obaj nasi rozmówcy niestety nie pamiętają jego nazwiska. Do tej dwójki dołączył później Franciszek Kwiecień. Wszyscy już nie żyją.
Topolina
Być może niewielu wie, ale pierwsze boisko drohiczyńskiej drużyny znajdowało się na „Topolinie” – niedaleko Góry Zamkowej nad Bugiem. - Obok plaży. Tam drużyna grała kilka lat. W latach 50. zespół przeniósł się na boisko koło kurii. Pamiętam, że pierwszy mecz na „Topolinie” Drohiczyn grał z Bielskiem Podlaskim. Następny z Cresovią, a ja wtedy zza bramki piłkę podawałem – wspomina Wołosiński.
Od piłkarza do działacza
Pan Tadeusz dodaje, że w drohiczyńskim zespole grał 3 lata, zaczynając od juniorów. Ostatni rok w seniorach. Najczęściej w pomocy. Ale musiał iść do wojska: - Jak wróciłem, Gienio Rybiński wziął mnie na działacza. Zostałem skarbnikiem. Potem byłem kierownikiem, trenerem, prezesem. Prezesowałem prawie 20 lat, do 1992 r. – mówi.
Długi etap w klubie miał też Wietoszko.
- Ściągnęliśmy go z Olecka. Zobaczyłem go na treningu i tak się zaczęło. Załatwiliśmy mu pracę i został – dodaje.
- Zgadza się. Jestem przyjezdny, ale mimo to emocjonalnie mocno związałem się z tym klubem i miastem. Pochodzę z Sielca. To teraz gmina Boćki. Tyle lat już minęło, od 1965 r., kiedy tu zjechałem. Byłem chyba zaangażowany w grę i w klub. Grałem do kiedy mogłem i dawałem radę, do końca lat 70. – wspomina Wietoszko.
Pan Ryszard był napastnikiem.
- Grałem jako środkowy napastnik. Były takie sezony, że mój dorobek bramkowy, to było grubo ponad 20 goli. Byłem niski, o niezbyt dobrych warunkach fizycznych, ale – jak mówili koledzy z boiska – piłka sama szukała mnie w polu karnym. To był ze mnie taki piątoligowy Tomek Frankowski. Dużo piłek wykładał mi Janusz Skodlarski, lewoskrzydłowy. Był bardzo szybki. Tak piłkę mi dogrywał, że tylko nogę dostawiałem i wpadał gol za golem – opowiada Wietoszko.
B klasa
Były okresy, że drużyna nie miała treningów.
- Nie to, co teraz. Dużo z nas pomagało rodzicom na gospodarstwie, niektórzy mieli szkołę, inni pracę. Jak ktoś chciał potrenować, to przeważnie zbieraliśmy się w kilku i chodziliśmy kopać piłkę. A jak chciałem pobiegać, by kondycji nie zgubić, to brałem psa i biegałem z nim po okolicy – mówi Wietoszko.
Żubr występował przeważnie w „B” klasie. Ale były też lata „A” klasy i okręgówki.
- Jak przestałem grać, to trenerem został Fryderyk Gondek. Teraz jest profesorem na jakiejś łódzkiej uczelni – mówi pan Ryszard.
Obaj nasi rozmówcy dodają, że szczególnymi postaciami drużyny i wkład w postawę Żubra mieli Jan i Waldemar Kobusowie: - Jan Kobus, obecnie dyrektor ZSR Ostrożany, długo mi pomagał w trenerce. Ach, co to za kolega i piłkarz. Był grającym trenerem. W wieku prawie 40 lat był najlepszy w drużynie. Wszyscy młodzi mogli mu pięty na boisku wąchać. Razem prowadziliśmy Żubra przez kilka lat. Potem sam pociągnąłem ten wózek – wspomina Wietoszko. - Wielu chłopaków do drużyny ściągnął właśnie Janek Kobus z ostrożańskiej szkoły. Pracował tam. Byli dużo lepiej przygotowani, niż my lata wcześniej. Organizowaliśmy im treningi, zgrupowania, obozy – dodaje Wołosiński.
Sukces
- Jeden z największych to bezapelacyjnie finał pucharu Polski na szczeblu okręgu białostockiego. To było ukoronowanie sezonu 1980/81. Zaszliśmy aż do finału, by podejmować w Drohiczynie rezerwy Jagiellonii Białystok, z trzeciej ligi. A graliśmy chyba wtedy w A klasie – mówi Wietoszko.
Jagiellonia wygrała 1:0. Skład Żubra z tego meczu: M. Warzyński – J. Warzyński, Chrzęstowski, E. Zduniewicz, J. Kobus, Sollich, Brzeziński (Bojar), Jaszczuk, Fiedoruk (Kalinowski), Łukasiuk, W. Kobus.
- Warto jeszcze dorzucić nasze potyczki w półfinale pucharu okręgu z Gwardią Białystok. W Białymstoku przegraliśmy 2:0, by u siebie wygrać 3:1. Niewiele zabrakło do awansu. Pamiętam jeszcze, że gdzieś w latach 70. w „B” klasie jesienią straciliśmy tylko jeden punkt remisując 4:4 z Ogniskiem Białystok – opowiada Wołosiński.
A kibice? Może nie przychodziły na nasze mecze tłumy, ale było komu bić brawo po strzelonych golach.
- No i jeszcze warto przypomnieć o boisku na ziemiach kurii. W zasadzie była to łąka. Ale najgorsze to były chyba krety. Ile żeśmy z nimi walczyli. I pamiętam, że kilka nocy nie przespałem, jak padało na dzień przed meczem, bo wtedy kałuże przed bramkami się robiły – mówi Wietoszko.
Nazwiska
Nazwiska związane z Żubrem. Obu rozmówcom takie przychodzą do głowy: Leszek Muszalski, Stanisław Chmura, Henryk Borówko, Kazimierz Dobrowolski, Antoni Arciszuk, Władysław Jagiełło, Witold Jagiełło, Zygmunt Sztrymer, Edward Oleszczuk, Janusz Skodlarski, Henryk Maj, Józef Bednarczuk, Antoni Skwarczyński, Marian Zawadzki, Bolesław Kosiński, Artur Oleksiuk, Andrzej Zagubień, Dariusz Zagubień, Marian Warzyński, Edward Szaturski, Tomasz Trochimiak, Jan Chrząstowski.
Kawałek historii
Żubr wycofał się z rozgrywek pod koniec lat 90.
- Nie było już komu grać. Nawet na mecze w Drohiczynie trudno było zebrać jedenastkę. Finansowo też było kiepsko. Szkoda – mówi Wietoszko.
- Drohiczyńska drużyna to kawałek dobrej historii. I miłe wspomnienia. Kilka, a nawet więcej osób zostawiło w tym klubie sporo życia, zdrowia i serca – mówi Wołosiński.

Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. CK
/na zdjęciu Ryszard Wietoszko, oraz drużyna z lat 90-tych ub. wieku/









