Dzieci z gminy Dziadkowice mają problem z liczeniem pieniędzy i procentami.

Na ostatniej sesji radnych gminy Dziadkowice dyrektor Robert Zalewski przedstawił wyniki egzaminu gimnazjalnego i sprawdzianu szóstoklasistów. W przypadku sprawdzianu jest się z czego cieszyć, bo średnik wynik szóstoklasistów z Dziadkowic to 63% (gdzie wynik województwa to 64%, a np. podstawówki w Grodzisku tylko 50%). Źle jest w gimnazjum. Średni wynik części humanistycznej gimnazjalistów z Dziadkowic to zaledwie 41% (przy np. 60% wyniku gimnazjalistów z Nurca Stacji i 51% średniej województwa). Część matematyczno-przyrodnicza wypadła jeszcze gorzej, bo uczniowie z Dziadkowic zdobyli zaledwie 40% możliwych punktów, przy np. 58% wyniku z Mielnika i średnim wyniku województwa podlaskiego - 50%. Trochę lepiej wypada wynik z języka angielskiego. Gimnazjaliści uzyskali średnio 48% możliwych punktów, na 57% województwa podlaskiego, i byli przedostatni w powiecie siemiatyckim.
Pierwsze pytanie, które padło nie miało związku z przedstawionymi wynikami:
- Córka mówiła, że teraz będzie zdawała egzamin z wiedzy o społeczeństwie czy coś takiego, a przecież takiego przedmiotu nie mają – pytał jeden z radnych.
- Ale mieli przez poprzednie dwa lata – odpowiadał dyrektor Zalewski. - Weszła nowa podstawa programowa i jesteśmy zobligowani zrobić egzamin według nowych standardów. Dzieci będą pisały egzamin oddzielnie z matematyki i z przedmiotów matematyczno – przyrodniczych czyli z geografii, biologii, chemii i fizyki, podobnie z częścią humanistyczną – oddzielnie język polski i oddzielnie historia i WOS. Do tej pory wszystko było razem. WOS czyli wiedza o społeczeństwie była w I i II klasie i zdaję sobie sprawę z tego, że trzeba będzie wiadomości przypomnieć. Ja, w ramach tzw. godzin karcianych, mam przewidziane takie lekcje na dokształcenie. Myślę, że zrobimy je miesiąc, dwa przed terminem egzaminu.
Radni niekoniecznie zamierzali „pochylić się” nad tematem złych wyników egzaminu. To wójt Skomorowski wywołał dyskusję:
- Moim zadaniem jako organu prowadzącego było poinformowania państwa o wynikach nauczania, co zrobiłem, dyrektor i pan Piotrowski (inspektor ds. oświaty – przyp. red.) przedstawili te wyniki, ale państwa zadaniem jest dyskusja. Nie możemy prześliznąć się nad tematem. Jesteśmy najgorsi w powiecie. Ja przeprowadziłem z panem dyrektorem męską rozmowę, obiecał wprowadzić jakiś plan naprawczy, ale nie może być też tak, że wy, radni i rodzice nie reagujecie. Potem powiecie, że ja nic nie zrobiłem. Od trzech lat szkoła realizuje program edukacyjny, ze środków unijnych wyposażono szkołę. Uczniowie, którzy teraz najgorzej napisali egzamin korzystali w pełni z tego programu, z dodatkowych lekcji, z pomocy naukowych. Ale też nie do końca jestem za tym, że to tylko wina uczniów. Nasi uczniowie mają z czymś problem, ale również może nasi pedagodzy mają z czymś problem. Bo jeśli trzy lata dodatkowych zajęć nie pomogło, to trzeba się zastanowić gdzie leży wina.
- Ja ze swej strony zapewniam, że staramy się dobrze wyposażyć szkołę, by nauczanie było dobrze prowadzone. Przez te wspomniane trzy lata doposażyliśmy szkołę w pomoce naukowe, które pomagają nam realizować podstawę programową. Można się tłumaczyć, że teraz egzamin pisał ten rocznik co słabo napisał sprawdzian szóstoklasistów, ale zleciłem nauczycielom, by dokładnie przeanalizowali wyniki sprawdzianu. Otóż nasze dzieci mają problemy z wykorzystaniem wiedzy w praktyce, w obliczeniach dotyczących pieniędzy i procentów itd.
- Moim zdaniem problem związany jest z wychowaniem fizycznym – mówił radny. - Dobrze, że jest w-f, ale dlaczego na zawody dzieciaki wyjeżdżają w środku tygodnia i na cały dzień? Nie mają polskiego, matematyki, historii, a to z tego zdają egzaminy. Nie można zawodów zrobić w innym terminie?
- Nie mamy wpływu na to, kiedy są zawody – tłumaczył się dyrektor Zalewski. – Pewnie że byłoby lepiej w soboty czy niedziele. Ale też zdaję sobie sprawę z tego, że dzieciaki chętniej jeżdżą w tygodniu, cieszą się, że lekcja przepadnie. Też nie na wszystkie zawody zezwalam, wiem, że rodzice też nie podpisują zgody. Ale z drugiej strony wyjazdy na zawody też czegoś uczą, np. dyscypliny, podnoszą morale, samoocenę. Poza tym mamy jakieś efekty, reprezentujemy gminę na forum powiatu czy województwa, eliminujemy większe szkoły.
- Ja się zgodzę, że wymagamy, by nasza szkoła reprezentowała nas, gminę. Ale nie może być tak, że dziecko ma same dwóje i jedynki i dalej jest wysyłane na zawody. Postawmy warunek – albo sport, albo wyniki w szkole Bo podstawowym zadaniem szkoły jest kształcić, edukować. Owszem sport też, ale co innego jest ważniejsze – mówił wójt.
- Powiem państwu, że są niesnaski między nauczycielami, apelują by nie puszczać na zawody. A kiedy idę do pani Liguz i pytam czy nie można zawodów przełożyć, albo mówię wybierz ważniejsze zawody, albo że nie bierz tego ucznia, to ona odpowiada, że przecież zakwalifikowali się, albo że jak bez danego ucznia ma pojechać, to nie ma sensu jechać w ogóle, bo przegramy. Nie będę mówił nazwiskami, ale bywa tak, że dziecko słabo się uczy, ale jest najlepsze w szkole w danej dyscyplinie.
- A moim zdaniem, i wiem to z doświadczenia, bo za naszych czasów też jeździło się na zawody, że powinien być postawiony warunek, że najpierw oceny poprawione, a potem wyjazdy na zawody – dyskusję na temat szkolnego sportu zamknęła jedna z radnych.
W ubiegłym tygodniu publikowaliśmy ranking sportowy szkół. Szkoła w Dziadkowicach, w kategorii podstawówek awansowała o 23 miejsca i jest na 37 miejscu w całym województwie (na 113 sklasyfikowanych szkół), w kategorii gimnazjów na 56 „małych szkół” Dziadkowice znalazły się na 27 pozycji. W rankingu uwzględniono tylko te szkoły, które awansowały do zawodów ponadpowiatowych.
Anna Kondraciuk, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz fot. AK









