Mieszkają w Sarnakach i najbliższej okolicy. Na co dzień zajmują się różnymi profesjami. M.in.: panie Irena i Bożena są nauczycielkami, pan Sławek jest leśnikiem, pani Agnieszka pracuje w służbie zdrowia, pani Elwira jest urzędniczką w pośredniaku, a pani Anna pracuje w hołowczyckiej tłoczni gazu. Jest jednak coś, co ich wszystkich łączy. To zamiłowanie do śpiewu. Potrzeba takiego wyrażania swoich emocji i sprawiania przyjemności innym ludziom. „Bo nie śpiewać to tak, jakby nie spać i nie jeść”.

Zespół wokalny „Aura” funkcjonujący przy GOK-u w Sarnakach powstał jesienią 2005 r. Początkowo było w nim kilka osób, ale skład z upływem czasu się rozrósł. Jego kierownikiem muzycznym jest Tadeusz Goś, zaś organizacyjnym Teresa Jakubińska, dyrektorka sarnackiego GOK-u.
- Pan Tadzio zaczął pracować w GOK-u, a że jest człowiekiem pełnym pomysłów, zaproponował żebyśmy spróbowali stworzyć zespół śpiewaczy. Ponieważ pomysł nam się spodobał, zaczęliśmy namawiać koleżanki – wyjaśnia Teresa Jakubińska. Skład zespołu się zmieniał, kilka osób odeszło, a w obecnym składzie trzymamy się już ponad 5 lat.
Kto i dlaczego
Aktualnie zespół tworzą: Tadeusz Goś, Teresa Jakubińska, Bożena Romaniuk, Bożena Wasiluk, Dorota Rawiak, Elwira Jabłońska, Irena Paździor, Anna Fijołek, Krystyna Miłkowska, Agnieszka Chudyba, Marian Wasiluk i Sławomir Rawiak. Zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa, w zespole są dwa małżeństwa.
- Część z nas pracuje razem. To mała miejscowość, widzimy się na co dzień. Jeden drugiemu coś powie, namówi, przyjdź, spróbuj. Ja pojawiłam się w zespole za namową koleżanki. Niewiele się dzieje w naszej miejscowości, a to jest jakaś forma przyjemnego i pożytecznego spędzenia wolnego czasu. Dodam tylko, że pan Tadeusz Goś był moim nauczycielem muzyki w szkole średniej i też po części moja obecność tu wynika z sympatii – o swojej motywacji mówiła Elwira Jabłońska.
- Przychodzę tu po pierwsze dlatego, że lubię śpiewać. Lubię tych ludzi, więc spędzanie z nimi czasu to druga przyjemność. To taki stały punkt w moim tygodniu. Bardzo ważne jest to, że od kiedy tu przychodzę bardzo dużo skorzystałam na tym jak śpiewam. Tutaj mamy ustawiane głosy, pracujemy nad nimi. Dzięki temu śpiewam bardziej świadomie – dodaje Irena Paździor.
5 spośród 13 osób z „Aury” śpiewa też w miejscowym chórze parafialnym. Można by więc zadać pytanie, po co jeszcze zespół, jeśli w gruncie rzeczy w obu przypadkach chodzi o to samo – o śpiew?
- To jest jednak coś zupełnie innego. Tam śpiewamy przy wtórze organów, tu á capella. Poza tym różni nas też przecież repertuar – wyjaśnia Teresa Jakubińska.
Repertuar różnorodny
Aktualnie repertuar zespołu to ponad 70 różnego rodzaju utworów. Równie profesjonalnie zabrzmi w ich wykonaniu pieśń ludowa, religijna czy patriotyczna, jak i standardy muzyki rozrywkowej. Trzeba przyznać, że to robi wrażenie. Nad doborem repertuaru czuwa Tadeusz Goś, pochodzący z Łosic nauczyciel muzyki z wykształcenia i wykonywanego zawodu.
- Staram się uwzględniać różne propozycje. Często korzystam z materiałów dostępnych, część utworów aranżuję sam. Ponadto wykonujemy utwory, które są związane z różnymi uroczystościami, jak rocznica odzyskania niepodległości, wieczory patriotyczne, spotkania kolędowe. Okoliczności narzucają repertuar. Czasami występujemy także na festynach, lokalnych festiwalach i wtedy repertuar jest bardziej rozrywkowy. W naszym czterogłosowym opracowaniu znajdują się także utwory anglojęzyczne – tłumaczył Tadeusz Goś.
Ponieważ zespół śpiewa á capella, dlatego bardziej woli występy w pomieszczeniach zamkniętych. Festyny na powietrzu nie zawsze się sprawdzają, bowiem specyfika śpiewania na kilka głosów wymaga przede wszystkim profesjonalnego nagłośnienia. A z tym bywa różnie. Nie znaczy to jednak, że jak zespół otrzymuje zaproszenie do występu na wolnym powietrzu, to odmawia. Wręcz przeciwnie, o ile pozwalają na to czas i możliwości poszczególnych osób.
- Różne festiwale, przeglądy, konkursy często organizowane są przed południem w powszedni dzień pracy, więc wiadomo, że wtedy nasz wyjazd jest niemożliwy. Jeśli ktoś nie może, to wówczas nie jedziemy. Bo na przykład nie może jechać jeden z dwóch basów i już wszystko przestaje brzmieć tak jak potrzeba – dodała Teresa Jakubińska. - Poza tym staramy się bywać w różnych miejscach. Kilka razy już reprezentowaliśmy powiat łosicki w Międzynarodowej Biesiadzie Nadbużańskiej w Sławatyczach, kilka razy występowaliśmy w Muzeum Kraszewskiego. Śpiewaliśmy również na otwarciu starostwa w Łosicach. Poza tym oprawiamy muzycznie wiele lokalnych uroczystości i spotkań.
Wielogłos nie dla wszystkich
Zespół jest otwarty na nowych członków, potrzebne są zwłaszcza głosy męskie.
- Gdyby to był zespół jednogłosowy, któremu wtóruje pan z akordeonikiem, to nie wiem czy wtedy wszyscy chcieliby śpiewać. Nasze śpiewanie to taka forma, która pozwala każdemu się w jakiś sposób rozwinąć. Dbamy o to, żeby to nie był taki zupełnie amatorski śpiew, ale wzorujemy się na zespołach zawodowych. Pracujemy nad oddechem, nad intonacją dźwięku, żeby głosy były wyrównane. Praca jest ciężka, bo każdy z nas nie zajmuje się tym zawodowo, ale jak na amatorskie zespoły śpiewacze, ja się nie mam czego wstydzić - nieskromnie wyznaje muzyczny kierownik zespołu. – Potrzebujemy nowych głosów, zwłaszcza męskich. Ale śpiewanie w czterogłosie to jest pewna trudność, trzeba mieć predyspozycje. Trudność śpiewania i słyszenia w wielogłosie powoduje, że nie wszyscy, którzy się tu pojawiali, wytrzymali tę próbę – dodaje Goś.
Promocja gwarantowana
„Aura” raczej rzadko stratuje w konkursach.
- Konkurowanie na festiwalach czy konkursach nastawione jest raczej na młodzież szkolną. Poza tym trudnością we wszelkich konkursach byłoby zaklasyfikowanie nas – bo nie jesteśmy ani ludowym zespołem koła gospodyń wiejskich, ani chórem. Śpiewamy, bo lubimy to. Konkurowanie w śpiewie nie jest najważniejsze. Lubimy dawać ludziom tę przyjemność. A wydaje mi się, że jesteśmy w takim wieku, że gwiazdorstwo jakoś specjalnie nas nie ciągnie – wyjaśniał Goś.
- Wyjazdy nie są najważniejsze, istotne są cotygodniowe spotkania, wspólnie spędzony czas na śpiewaniu – twierdzi Bożena Romaniuk.
- Ale moim zdaniem świadomość tego, że mamy występ też jest ważna i wyjazdy są potrzebne. Bo motywują do jeszcze lepszego śpiewania i są pewną nagrodą za nasz trud – dodaje Elwira Jabłońska.
Promocja gminy to nie tylko drogi. Wydaje się, że poza kabaretem „Łzy sołtysa” to właśnie „Aura” winna być tym, czym gmina może się pochwalić. Może warto, by samorząd zadbał też i o potrzeby zespołu. Ludzie ci działają zupełnie społecznie, nie liczą też na żadne profity. Ale samorządowi powinno zależeć na tym, by wspierać ambitny zespół w jego działaniach, wysyłać w różne miejsca czy zadbać choćby o stroje.
Tak śpiewającą grupę warto byłoby pokazać również w powiecie siemiatyckim. Profesjonalny poziom śpiewu byłby prawdziwą atrakcją w programie niejednego przeglądu kolęd, niejednych dni i festynów, których u nas nie brakuje. I bez znaczenia jest to, że „Aura” to inny powiat, inne województwo. „Aura” to bardzo dobry zespół z Podlasia Nadbużańskiego. Granice administracyjne nie powinny być przeszkodą w docenianiu i promowaniu tego, co na to zasługuje.

Ewa Magdalena Iwaniak, Kurier Podlaski - Głos Siemiatycz, fot. emi









