reklama

reklama

Na sygnale
30 lipca 2012 15:00

Dmuchnęło!

Powalone drzewa, pozrywane dachy, powalone stodoły, uszkodzone domy, zerwane linie energetyczne, pobite szyby i uszkodzone kominy - to skutki nawałnicy, która przeszła nad naszym terenem, w kilku odsłonach, po południu w niedzielę, 29 lipca. Największe straty w powiecie siemiatyckim odczuli mieszkańcy Siemiatycz oraz gmin Drohiczyn, Grodzisk i Siemiatycze.








          Dachy, drzewa
          W Siemiatyczach przy ul. Górnej lipa runęła na drewniany dom - mieszkańcy uciekali z niego. Wcześniej właściciele posesji chcieli ją ściąć lub przyciąć, wystąpili z wnioskiem do burmistrza, koszty jednak (kilka tysięcy zł) były zbyt wysokie, jak na ich możliwości finansowe. Zdaniem mieszkańców tamtych okolic, tak wysokie i stare drzewa nie powinny rosnąć pod domami i przy ulicy. Druga część tego drzewa oparła się o inne i mogła spaść na ulicę. Policjanci na wiele godzin zamknęli ulice w tym rejonie. Ruchem kierowano do rana. Przy ul. Leśnej spadający blaszany dach uszkodził dach i elewację sąsiadów i ich samochód. Przy ul. Drohiczyńskiej wiatr zerwał dwa dachy i uszkodził konstrukcję murowanego domu. Dachy zostały uszkodzone na domach przy ul. Żeromskiego i Obrońców Westerplatte, w Anusinie, Korycinach i Aleksandrowie. W tej ostatniej miejscowości pomogli pracownicy urzędu. W gminie Drohiczyn najniebezpiecznej było w obu Putkowicach i Wierzchucy - wichura powaliła 2 drewniane stodoły i zerwała cały dach z murowanej obory. Drzewa i konary tarasowały drogi: Siemiatycze - Anusin, Radziwiłłówka - Borysowszczyzna, Drohiczyn - Zajęczniki, Siemiatycze - Boratyniec Ruski, Dziadkowice - Grodzisk, koło Putkowic, na ul. Kościuszki w Siemiatyczach, w Turnie Dużej, Wierzchucy, Czarnej Średniej. Zniszczone ogrodzenia, reklamy, znaki drogowe.
          Domy pozbawione dachów trzeba było przykryć plandekami. Gmina Siemiatycze ma takie plandeki przygotowane, burmistrz Siemiatycz Siniakowicz zorganizował plandeki ze sklepów Jerzego Sapieżki i Lucjana Marciszonka.
          Na ul. Spacerowej w Siemiatyczach widziano jak przed jadącym samochodem przeleciało drzewo i za chwilę utonęło w zalewie. Na drogach utknęło wiele samochodów, głównie przejezdnych, którym zabrakło paliwa, bo na stacjach benzynowych w promieniu 50 km nie było prądu.
          Do usuwania skutków nawałnicy wyjeżdżali ochotnicy OSP: Nurzec Stacja, Słochy Annopolskie, Drohiczyn, Koryciny, Lisowo, Sieniewice, Czarna Wielka i straż zawodowa z Siemiatycz. Nieraz pracowali do rana.








          Zapchane studzienki
          Mieszkańcy domu przy Słowiczyńskiej w Siemiatyczach skarżą się, że podczas większych deszczów są zalewani. Twierdzą, że niekiedy woda wlewa się przez okna. A wszystko przez to, że ich budynek stoi w dole, poniżej poziomu jezdni. Studzienki na ulicy są albo pozapychane, albo nie nadążą odbierać po ulewach wody. Tak właśnie było po ulewie, 29 lipca.
          - Przecież ktoś nam musi pomóc. Tak nie da się żyć. W czasie deszczu na ulicy tworzy się jezioro i woda wlewa się pod budynek, a potem do wnętrza. Zalewa podwórko i ogródek. A na dodatek są szaleni kierowcy, którzy wjeżdżają w wodę z rozpędem, przez co zalewają nam ściany i okna. Czy naprawdę nikt o tym nie wie, że tutaj zawsze tak jest? Władze miasta powinny coś zrobić
- mówi mieszkanka.




          Opanowana sytuacja kryzysowa
          Tego samego dnia po 18.00 starosta Mikołaj Mantur zwołał w komendzie straży pożarnej w Siemiatyczach posiedzenie Powiatowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego. Po godz. 19.00 na spotkanie stawili się: starosta, komendant straży Krasowski, burmistrz Siniakowicz, wójt Zaremba, inspektor nadzoru budowlanego Kazimierczak, pełnomocnik starosty ds. obronności Tereszkiewicz, policjanci Leoniuk i Kosiński oraz pracownicy straży Aneta Radziszewska i Sylwester Uściniak. Komendant Krasowski ściągnął do pracy strażaków z wolnego. Według posiadanych przez sztab informacji sytuacja była opanowana. Powstał jednak problem namierzenia osoby posiadającej dźwig, który był niezbędny strażakom przy ul. Górnej. Ostatecznie samochód został ściągnięty z powiatu sokołowskiego. O godz. 20.45 przyjechał wojewoda Żywno.
          - Nie przyjechałem tutaj kogoś pouczać. Z informacji telefonicznych wiem, że dajecie sobie bardzo dobrze radę. Jednak najważniejsze, by pomóc jak najszybciej tym ludziom, których domy zostały zniszczone - mówił - Jesteśmy gotowi przekazać poszkodowanym w bardzo szybkim czasie zaliczki po 6 tys. zł. Później komisje będą szacowały straty w domach, budynkach gospodarczych i lasach. Chcę dziś obejrzeć poszkodowane miejsca w Siemiatyczach i na gminie Grodzisk.
          - Najbardziej drastyczne zdarzenie to całkowite zniszczenie domu w Korycinach. Najwięcej szkód jest na terenie Siemiatycz - mówił starosta.
          - Najważniejsze, że wszyscy z miasta są cali i zdrowi. Praktycznie wszyscy poszkodowani mają ubezpieczone domy przed szkodami. Pracownicy urzędu od poniedziałku będą przyjmować wnioski o pomoc finansową. Straż i policja spisały się na piątkę - mówił burmistrz Siniakowicz.
          - Pewnie dopiero za kilka dni będą pełne dane co do zniszczeń. Na przykład w Wiercieniu o zniszczeniu dachu poinformował poszkodowanych sąsiad. Zniszczony został dach dużego domu w Anusinie i naruszone konstrukcje innych. W Turnie Dużej na dachach zniszczone są dachówki i eternit. Są też spore straty w lasach - mówił wójt Zaremba.
          Po 21.00 wojewoda ze starostą, burmistrzem i komendantem straży wyruszyli obejrzeć zniszczone budynki w Siemiatyczach i Grodzisku. Strażacy i energetycy pracowali jeszcze następnego dnia.


































          Marek Malinowski, Jacek Piotrowski,
          Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. jsw, JP, CK

        
Do góry strony