Rosyjski wyż, który przyniósł siarczyste mrozy daje się wszystkim we znaki. Nocami słupki rtęci spadają poniżej -20 stopni, a w ciągu dnia świeci ostre słońce. I choć nie da się ukryć faktu, że taka pogoda może być śmiertelnym zagrożeniem, to jednak wbrew pozorom można też dostrzec pozytywne jej aspekty.

Nie dość, że wreszcie porządnie wymroziło wszelkie wirusy i bakterie, to jeszcze nasze drogi są w całkiem niezłym stanie. Mowa tu oczywiście o ich przejezdności. Drogi wojewódzkie i główne drogi powiatowe są czarne, a nieoblodzona nawierzchnia pozwala całkiem sprawnie pokonywać odległości (o ile oczywiście przy takim mrozie posłuszeństwa nie odmówiły nasze auta).
Gorzej jest na drogach gminnych i małych uliczkach miejskich. Tutaj niestety tafla lodu utrudnia jazdę, a administratorzy odpowiadający za przejezdność dróg nie zawsze są w stanie na czas wywiązać się ze swoich obowiązków.
Jakież więc było moje zaskoczenie, pozytywne, kiedy po południu, 31 stycznia, pojawiwszy się na kilku ulicach w Nurcu, zobaczyłam pracującą piaskarkę. Nie tylko tę ręczną, w postaci pracowników posypujących chodniki. Jadę Kolejową – mijam piaskarkę, która posypuje ulicę. Za kwadrans jestem na Zakątnej, mijam tę samą piaskarkę. Potem jeszcze Pogodna, Piaskowa i kilka innych ulic – wszędzie spotykałam tę samą maszynę i obsługującego ją pana kierowcę. Tak trzymać.
Oby tylko pochwała nie okazała się być na wyrost.
Ewa Magdalena Iwaniak, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. emi









