Co roku w Izraelu spotykają się byli mieszkańcy Siemiatycz. Kiedyś to było kilkaset osób, teraz już tylko garstka. W tym roku spotkanie takie odbyło się 23 stycznia.

- Pamiętam panią Szyszko z ulicy Drohiczyńskiej. - A nas odwiedzała pani Zielińska. Wiele osób do nas przychodziło, bo tata miał skład zboża, to przyjeżdżali z sąsiednich miejscowości.
Tak wspominają rodzinne miasto Żydzi Siemiatyccy, którzy spotykają się corocznie i wspominają dawne dzieje. W tym roku spotkanie było 23 stycznia w Petah Tikva koło Tel Avivu. Kiedyś przychodziło nawet do 500 osób, a teraz to już tylko garstka. W drugim i trzecim pokoleniu nie ma już takich więzów z miejscem pochodzenia rodziców czy dziadków. Niemniej jednak corocznie w Izraelu jest spotkanie osób pochodzących z Siemiatycz.
Najczęściej odbywa się ono na początku listopada, bo właśnie w tym miesiącu w 1942 r. Niemcy wywieźli ok. 7.000 Żydów z getta w Siemiatyczach do obozu zagłady - Treblinki II, gdzie niemalże wszyscy zginęli. Niektórym udało się uciec i przeżyć do końca wojny, a to dzięki pomocy okolicznej ludności.
Na zaproszenie organizatorów podczas tegorocznego spotkania odbyła się prezentacja książki pt. „Dam im imię na wieki (Iz 56,6). Polacy z okolic Treblinki ratujący Żydów”. W tej publikacji jest ponad 1.000 nazwisk Polaków, którzy z narażeniem życia ukrywali ludność żydowską. Prezentacja spotkała się z dużym zainteresowaniem, tym bardziej, że zebrani mogli odnaleźć w książce nazwiska swoich krewnych.
Zaskoczeniem była wzruszająca relacja prezeski Stowarzyszenia Żydów Siemiatyckich Chany Broder, która wyznała, że jako dziecko była ukrywana z rodzicami przez Polaków w wiosce k. Siemiatycz. Gdy narastało niebezpieczeństwo jej tata zapytał gospodarza, czy mają opuścić kryjówkę, bo nie chcieliby narażać jego i całej rodziny. Wtedy gospodarz powiedział: „Jak Bóg dał, żeśmy dotąd doczekali, to i do końca wojny doczekamy. Zostańcie!” Żona zaś gospodarza była u księdza – jak się okazało u ks. Jana Audera w Ostrożanach - i zapytała o radę. Wtedy ks. proboszcz jej odpowiedział: „Dobrze, że ich ukrywacie! To niewinni ludzie!” – i tak żeśmy ocaleli – mówi z wdzięcznością pani Broder.
Najstarsza zaś osoba w Izraelu pochodząca z Siemiatycz – Haya Gincburg (z d. Szmorak) - wspomina: - Ja wyjechałam z Siemiatycz jeszcze przed wojną. Miło wspominam to miasto. Tata był kowalem, więc wiele osób do niego przyjeżdżało. Relacje między nami a chrześcijanami były dobre. Nie pamiętam żeby były jakieś spory czy kłótnie. Oni przychodzili do nas, my chodziliśmy do Polskiej szkoły. I tak się żyło”.
Następne spotkanie będzie prawdopodobnie ok. 2 listopada 2012 r. kiedy wypada 70 rocznica Zagłady Żydów Siemiatyckich.
PR, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. Zvi Ginosar,
/na zdjęciu Haya Ginzburg z rodziną/









