reklama

reklama

Kultura
14 lutego 2010 15:45

Kino alternatywne

„W małym kinie […] nie ma już seansów w małym kinie…”. Mieczysław Fogg wykonując przed laty utwór, z którego pochodzi ten cytat, zapewne nie miał pojęcia jak bliskie będą te słowa niektórym mieszkańcom Siemiatycz.


          Historia siemiatyckiego kina jest dość burzliwa. Zmieniały się władze, nazwy. Najpierw było i całe rodziny przychodziły w niedziele na kultowe „Poranki”, potem działalność została zawieszona i znowu wznowiona, jeszcze raz zawieszona, lecz tym razem wygląda na to, że definitywnie. Dziś kino w naszym powiatowym mieście nie funkcjonuje. Odstrasza stan budynku. Na szczęście, oprócz szyldu, zostały jeszcze wspomnienia, które jak się okazuje są dość trwałe.
          - Pamiętam, jak rodzice zabierali mnie w niedzielę do kościoła, a potem wspólnie szliśmy do kina oglądać bajki - wspomina dorosła już dziś mieszkanka Siemiatycz - i choć tamte czasy już nie wrócą, to wspomnienia zostaną do końca.
          Kina co prawda już nie ma, natomiast Siemiatycki Ośrodek Kultury przejął niejako jego rolę. A jak to wygląda dokładniej?
          - My nie jesteśmy kinem - mówi Jolanta Sidoruk z Siemiatyckiego Ośrodka Kultury. - Jesteśmy salą widowiskową, a nie kinem. Co prawda mamy nowe fotele, ale nie są to fotele kinowe. Cała aparatura filmowa należy do firmy „Cinema” z Warszawy, która na naszą prośbę przyjeżdża i filmy wyświetla.
          Krótka jest lista filmów, które w ciągu minionych 2 lat można było zobaczyć w SOK-u: „Nigdy nie mów nigdy”, „Świadectwo”, „Popiełuszko”, „Dzieci Ireny Sendlerowej” oraz film animowany „Renifer Nico ratuje święta”. Gdy pytamy o kryterium wyboru filmów, od pracownika ośrodka kultury dowiadujemy się: - Chcemy, ażeby ludzie starsi mogli obejrzeć filmy, którymi są zainteresowani bez konieczności wyjeżdżania z miasta. Również organizujemy seanse grupowe, dla dzieci i szkół, najczęściej na prośbę nauczycieli.
          Nie od dziś wiadomo, iż ludzie starsi nie są przyszłością kina, a i to najmłodsze pokolenie chętniej spędza czas przy komputerze, niż oglądając filmy. Jaka jest więc filmowa nadzieja na przyszłość naszego miasta? Może zmieni coś zapoczątkowany we wrześniu 2009 r. Młodzieżowy Dyskusyjny Klub Filmowy. Jego członkowie, wraz z organizatorem, Szczepanem Kowalczukiem, nauczycielem języka polskiego z Czartajewa, zbierają się co piątek w SOK o godzinie 16.00, aby oglądać i dyskutować o filmach. Wyświetlane były już „obrazy” takich reżyserów jak Lynch, Benini, Bergman czy Polański.
          Film, który można było obejrzeć w miniony piątek, to klasyka komedii „Miłość i Śmierć” Woody’ego Allena. Po sensie zapytaliśmy organizatora skąd pomysł na taką inicjatywę?
          - Z głowy. Jestem nauczycielem języka polskiego oraz wiedzy o kulturze. Na studiach miałem zajęcia z filmu i chciałbym tę tematykę przybliżyć młodzieży. Ponadto film to moja pasja. Sam mam sporą kolekcję filmów w domu.
          - Czy w Siemiatyczach potrzebne jest kino?
          - Wydaje mi się, że tak. Miło byłoby przyjść całą rodziną coś obejrzeć. Przychodziłaby tu nie tylko młodzież czy ludzie starsi, ale też rodzice z dziećmi. Po co jechać na film do Drohiczyna, skoro można byłoby obejrzeć go tu, na miejscu.
          O to samo zapytaliśmy młodych członków klubu.
          - Tak. Zamiast rozrabiać, przewracać śmietniki, chodzilibyśmy do kina - mówi młody chłopak.
          Cóż, patrząc na zacięcie i organizatora i młodzieży, chciałoby się, aby to przedsięwzięcie przetrwało dłużej, bo w poczekalni do wyświetlenia już jest „Cinema Paradiso” - film oddający między innymi sens istnienia zapomnianych kin.
          Mając jednak w pamięci historię DKF w Siemiatyczach, wydaje się, że zacięcie nie wystarczy. Przypomnijmy ją pokrótce.
          W latach 70-tych działał też DKF. Prowadził go pan Grzegorz Żur. Wtedy rola klubu była zupełnie inna. Na spotkaniach można było obejrzeć filmy, których ówczesna cenzura do obiegu powszechnego nie dopuszczała. Były to zarówno obrazy krajowe jak i zagraniczne. Niestety, władze szybko pozbyły się pana Grzegorza, a w raz z nim pozbyły się DKF-u. Reaktywacja nastąpiła kilka lat temu. Wtedy pomysłodawcą i organizatorem Dyskusyjnego Klubu Filmowego był pan Przemysław Golański, który pracował w „Głosie Siemiatycz”. Można rzec, że historia zatoczyła koło, bo znowu za sprawą władz DKF przestał istnieć, a pan Golański wyjechał do Anglii.
          Skoro znamy już częściowo historię takich inicjatyw w naszym mieście oraz głos chociażby części mieszkańców, warto byłoby poznać także zdanie władz w temacie reaktywacji kina. W tej sprawie skierowaliśmy do burmistrza kilka pytań. Poniżej niewesoła odpowiedź.
          "W odpowiedzi na Pana pytania dotyczące wznowienia działalności kina w Siemiatyczach, uprzejmie informuję, iż w najbliższym czasie nie planuje się takich działań.
          W chwili obecnej trudno jest mówić o wznawianiu działalności kinowej, gdyż miasto nie dysponuje obiektem, który mogłoby przeznaczyć na ten cel. Kino w Siemiatyczach prowadzone było do roku 1990 przez Białostocką Sieć Kin. W latach 1990 – 1997 kino prowadził Siemiatycki Ośrodek Kultury, dzierżawiąc budynek kinowy. Niestety obiekt ten nie spełniał podstawowych standardów, a właściciel obiektu nie był zainteresowany remontem. W końcu doszło do takiej sytuacji, że SOK został zmuszony do zaprzestania działalności kinowej.
          Obecnie uruchomienie kina byłoby związane przede wszystkim z budową odpowiedniego obiektu. Jak wspomniałem na wstępie miasto nie ma takiej inwestycji w planach, gdyż realizuje obecnie inne projekty m.in. budowę hali widowiskowo-sportowej, inwestycje związane z budową kanalizacji sanitarnej i szereg innych.
          Nie ma jednak przeszkód, by taką działalność podjął inny podmiot bądź osoba fizyczna.
          Burmistrz Miasta - Zbigniew Radomski"

          Podsumowując całą sprawę, zainteresowanie i chęci w społeczeństwie są, ale... przykład powinien iść z góry.

          Maciej Lasota, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. ML
Do góry strony