reklama

reklama

reklama

reklama

Aktualności - Siemiatycze
30 lipca 2008 21:52

Bezdomny

Mówi o sobie bezdomny. Nie ma adresu, domu, własnego kąta, dodatkowej odzieży, własnych rzeczy. Teraz śpi - jak nazywa to miejsce - pod chmurką. Zimą jest gorzej - mówi, że nocuje w kaflarni, w jakimś domu przy Polnej lub w innych znanych sobie miejscach. Ma dopiero 29 lat.



          Pod chmurką
          Na imię ma Wojtek.
          - Pochodzę z Siemiatycz. Tu się wychowałem, tu chodziłem do szkoły, nawet ogólniak w Siemiatyczach ukończyłem - mówi.
          O swoich losach opowiada ze łzami w oczach. Mówi, że życie zaczęło się chwiać kilka lat temu, kiedy postąpił niezgodnie z prawem. Za to na półtora roku trafił do więzienia, zakładu półotwartego przy Hetmańskiej w Białymstoku. Tamten okres nazywa pochyłą, która cały czas leciała w dół. Najgorsze zaczęło się, kiedy wrócił do Siemiatycz po odsiadce. A już wtedy miał problemy z alkoholem. Długo nie pomieszkał w domu. Matka go wymeldowała. Nie mówi dlaczego. Powód jest jednak taki - wpadł w nieciekawe towarzystwo, awanturował się, pił, wynosił i sprzedawał rzeczy z domu. Od tamtej pory błąka się po Siemiatyczach, nie ma dachu nad głową, adresu, pieniędzy.
          - Nie mam gdzie spać. Śpię pod chmurką. Na razie nie jest zimno, więc jakoś sobie radzę. Mam kilka prześcieradeł, kilka innych szmat. Tym okrywam się na noc. Gorzej jak deszcz w nocy spadnie, ale trudno. Przez dzień wszystko się wysuszy - mówi.
          Dodaje, że utrzymuje się ze zbierania puszek i butelek.
          - Gdybym kradł, to znowu bym siedział - przekonuje.
          Nadal pije. Śmiało o tym mówi. Zresztą to również widać.
          Puszki i butelki
          Chodzi na zupy do opieki. To wszystko, co dostaje od kogoś. O resztę musi sam się postarać. Twierdzi, że ze zbierania puszek i butelek tygodniowo można zarobić 30 - 50 zł.
          - Po puszki najlepiej iść rano, bo mamy w Siemiatyczach sporo zbieraczy. Obchodzimy w kilku wszystkie śmietniki w mieście. To zajmuje kilka godzin. Niektórzy nawet nie zdają sobie sprawy, że zbieranie i sprzedaż puszek to dodatkowe źródło dochodu dla wielu, nawet pracujących osób - wyjaśnia.
          Zapytany, czy nie wstyd mu wchodzić do śmietników i grzebać w koszach, odpowiada:
          - Mówi się, że pieniądze leżą na ulicy, trzeba je tylko podnieść. I to by się w moim przypadku zgadzało. Mam więc wstydzić się podnieść puszkę czy butelkę? Nie wstydzę się.
          Alkohol
          Mówi, że jest niedożywiony. Zresztą na takiego wygląda.
          - Potrzebuję tłuszczu. Sama skóra i kości - tak wyglądam. Jestem bardzo słaby - żali się.
          Powodem osłabienia i niedożywienia jest też alkohol.
          - Muszę pić. Jeszcze mogę wypić sporo, ale muszę też zjeść. Kiedyś myślałem, że wystarczy tylko wypić i można przeżyć. Ale po pewnym czasie okazało się, że na samym alkoholu długo się nie pojedzie. Muszę więc mieć coś do jedzenia. Często więc kupuję samą słoninę, bo ona daje mi sporo siły - twierdzi.
          Dodaje też, że był taki czas, kiedy było z nim źle. Kilka tygodni leżał w kaflarni bez jedzenia i wymiotował.
          - Coś mi się w żołądku zrobiło. Chyba się zatrułem. Chłopaki tylko mi naleli szklankę, wypiłem i zasypiałem. Budziłem się jak w środku mocno bolało. Ciężki to był okres, ale już minął - wspomina.
          Praca
          Zapytany czy chciałby polepszyć swoją sytuację, mówi, że tak. Jak chciałby to zrobić? Przyjmuje postawę wyczekującą na pomoc z innej strony. Praca na razie nie wchodzi w rachubę. Dlaczego?
          - A kto mnie zatrudni? Co miałbym robić? Niewiele potrafię, a zresztą przecież nie dam rady nic robić. Jak przez chwilę idę szybszym krokiem, to potem muszę długo odpoczywać. A pracować? Nie dałbym rady - żali się.
          Czy ma na myśli również to, że nikt nie zatrudniłby go, bo pije?
          Dach nad głową
          Czego potrzebuje? Nie wymienia rzeczy, które dają pełne szczęście. Być może dlatego, że przywykł już do śmietników, przebywania w pijackim towarzystwie, niedożywienia, picia. Najbardziej potrzebuje dachu nad głową. Jakiegokolwiek. No i jedzenia.
          - Teraz jeszcze wytrzymam. Gorzej będzie zimą. Znowu czeka mnie kaflarnia? - pyta ze łzami w oczach. 
          Jest nam znany
         
          Pracownicy urzędu miejskiego mówią, że Wojtek jest im znany. Potwierdzają też, że został wymeldowany.
          Czy Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Siemiatyczach uważa go za bezdomnego?
          - Tak. W tej sytuacji można nazwać go bezdomnym - mówi Ewa Romaniuk, kierownik MOPS w Siemiatyczach.
          Pracownicy ośrodka pomocy również potwierdzają, że pan Wojciech jest im dobrze znany. W rozmowie z nimi roztacza się cała gama sukcesów i porażek naszego bohatera, bo jeśli ktoś korzysta z pomocy opieki, jego status jest dokładnie sprawdzany i monitorowany,
ale porażek niestety jest zdecydowanie więcej.
          Czy pan Wojciech może liczyć na pomoc MOPS? Owszem. Ale musi spełnić kilka warunków. Najważniejszy - przestać pić. Jeśli uda się to, ośrodek pomocy skieruje go do białostockiego schroniska dla takich osób. Dadzą mu na podróż, odzież, jedzenie. Chętnie też wcześniej skierują na leczenie.
          - Taką daliśmy mu propozycję. Zgodził się na wyjazd do schroniska. I to wszystko. Od tamtej pory go nie widać - dodaje kierownik MOPS.
          Czy skorzysta z tej propozycji?

          Imię bohatera zostało zmienione.
          Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Do góry strony